Ten blog jest zapisem kampanii w The Savage World of Solomon Kane. Kampanię ciągnę (z przerwami) już od jakiś trzech lat. Przewinęło się przez nią wielu graczy, ale w końcu drużyna się w miarę ustabilizowała. Wygląda na to, że kampanię dociągnę do końca, więc postanowiłem zostawić po niej jakiś ślad. Ponieważ pierwsze sesje odbyły się jakiś czas temu, ich opis może być niedokładny.

czwartek, 24 lipca 2014

Kufel - mój komentarz

Długo biłem się z myślami czy wypuścić w świat zewnętrzny własne przemyślenia na temat prac tegorocznej edycji Kufla Karczmarza. Obecnie niestety nie jestem panem własnego czasu, grafik wyznaczają mi okoliczności zewnętrzne i naprawdę trudno mi tu coś wcisnąć. Opisać wszystkich scenariuszy z pewnością nie dałbym rady. Z drugiej strony silenie się na ogólne uwagi o poziomie prac czy popularnych błędach wydaje mi się mało pociągające. Z doświadczenia wiem, że ludzie pisząc na konkursy pragną dobrego feedbacku - to dla wielu ważniejsze niż nagrody czy chwała. Postanowiłem więc pójść na kompromis i skreślić kilka zdań o wybranych scenariuszach. Wybierałem bardzo subiektywnie - i to nie tylko te teksty które uznałem za dobre, lecz także takie, którym czegoś zabrakło. Pogadanki o potknięciach scenarzystów są zazwyczaj bardzo pouczające.

Tak więc - wszyscy, o których pracach nie napisałem, nie powinni się obrażać. Nie oznacza to, że uważam ich prace za złe, po prostu nie jestem w stanie wszystkiego mądrze skomentować.

czwartek, 24 kwietnia 2014

The Incredible Adventures of Van Helsing cRPG – recenzja

Ostatnio recenzowałem produkcję czeską, teraz przyszła pora na grę z Węgier, oznaczoną w sklepie Steam jako "Niezależna". The Incredible Adventures of Van Helsing to typowe action RPG – rzut izometryczny, dziesiątki przeciwników, setki magicznych przedmiotów, sztuczki, zaklęcia, efektywne combosy – wszystko zgodne z klasyką gatunku.

piątek, 7 marca 2014

Inquisitor cRPG - recenzja ostrzegawcza

Odkąd zainstalowałem na swoim sprzęcie klienta Steam moje potrzeby w zakresie gier komputerowych uległy pełnemu zaspokojeniu. Sporymi zaletami są rabaty i cyfrowa dystrybucja, która pozwala tworzyć kolekcję niezajmującej miejsca na półce (wbrew pozorom - ważna sprawa, bo mieszkania dużego nie mam). Ale najbardziej podoba mi się dostęp do różnych niszowych i eksperymentalnych gier, które nie mogą liczyć na dystrybucję w Polsce. Takie gry bardzo lubię.

Owszem, głośne produkcje z dopieszczoną grafiką, muzyką i gameplayem też są fajne. Ale często mnie nudzą. Wielkie studia inwestują wielkie pieniądze, które muszą się zwrócić. W takiej sytuacji twórcy nie mogą sobie pozwolić na śmiałe innowacje albo - z drugiej strony - na zastosowanie dobrych rozwiązań z dawnych gier, pamiętających czasy gdy możliwości graficzne domowych komputerów były dość żałosne. Różne produkcje niezależne nie mają takich ograniczeń. Tworzone są  z pasji - nie z finansowego wyrachowania.

sobota, 1 marca 2014

Bestie i Barbarzyńcy na PolakPotrafi.pl

Uprzejmie donoszę, że trwa obecnie zbiórka na polskie wydanie Beasts&Barbarians:

http://polakpotrafi.pl/projekt/bestie-barbarzyncy-adventurers

Grę znam i z czystym sumieniem mogę polecić nie tylko miłośnikom klimatów howardowskich. Jest to moim zdaniem jeden z lepszych settingów do Savage Worlds i to z dość mocną linią wydawniczą. Wchodźcie i wspierajcie, może po sukcesie podstawki zobaczymy wszystkie dodatki po polsku. Ja trzymam mocno kciuki.

środa, 15 stycznia 2014

Spotkania losowe - rzut okiem na pierwszy numer

Jeżeli jeszcze nie wiecie, to wczoraj huczną premierę miał pierwszy numer sieciowego fanzinu RPG - Spotkania losowe. Do ściągnięcia tutaj.

Jestem już po lekturze i wrażenia mam całkiem pozytywne, aczkolwiek do zachwytu trochę jeszcze brakuje. Sam pomysł wydaje się trafiony - choć ziny przeżyły swój bujny rozkwit w początkach Internetu, być może także i dziś takie inicjatywy przyciągną uwagę fanów. Wiecie - rozwój e-fandomu miał kilka faz; na początku były grupy dyskusyjne, potem fora, które zostały przejęte przez potężne serwisy; serwisy zostały zakasowane przez blogi, ale ostatnio i nasza blogosfera straciła trochę impetu. Być może dobry fanzin ponownie zintegruje i rozrusza erpegowy światek. Oby.

wtorek, 7 stycznia 2014

Dzień potępionych - scenariusz

Przez chwilę biłem się z myślami czy napisać i wrzucić na bloga ten scenariusz. Zainspirował mnie konkurs jaki Karczmarz ogłosił na swoim blogu. Na sławie mało mi zależy, ale uznałem, że mogę wziąć udział w zawodach dla zabawy oraz - co ważniejsze - dla feedbacku. Ważne było również, że kilka razy zdarzyło mi się oceniać teksty Karczmarza i czasem od tych ocen nawet coś zależało. Stwierdziłem więc, że będzie sportowo, jeżeli sam wystawię się na strzał.

Po drugie pomyślałem sobie, że warto wrzucić coś więcej dla Was - czytelników tego bloga. Lubię czytać relacje z sesji, ale wiem że niewielki z nich pożytek. Scenariusz to jednak coś bardziej konkretnego.

Scenariusz umieściłem w Rzeczpospolitej Obojga Narodów - łatwo poruszam się w tych realiach, a dobrych, oficjalnych scenariuszy o przygodach Wędrowców w Koronie czy na Litwie brakuje. Inspiracje tekstu są dość oczywiste, więc pisało mi się go łatwo. Temat przewodni - chyba spełniony, na początku listopada mamy dwa dni świąteczne - z Wigilią Wszystkich Świętych nawet trzy. Strukturę scenariusza starałem się wzorować na przygodach oficjalnych - mamy więc podane jedynie główne informacje i zarys wydarzeń. W tekst trzeba włożyć jeszcze trochę pracy przed prowadzeniem, ale za to jest on zwięzły.

Scenariusz możecie przeczytać tutaj.

Nie miałem czasu bawić się w edycję tekstu, ale być może za jakiś czas to zrobię. Wszystkie uwagi mile widziane. Fanatykom historii i etnografii przypominam, że w scenariuszu opisałem The Savage World of Solomon Kane, a nie nasz świat z końca XVI wieku. Wszystkie przeinaczenia i wymysły są jak najbardziej zamierzone.

środa, 18 grudnia 2013

[KB #50] Dupa Maryni? Hell yeah!

Moi Najmilejsi!

Rozwijając jubileuszowy temat Karnawału Blogowego można dojść do paradoksalnych wniosków. Otóż wystarczy napisać notkę o tym, że publicystyka erpegowa jest do bani, by popaść w sprzeczność – wszak taka notka nie byłaby niczym innym jak publicystyką właśnie. Tym samym Borejko zastawił na nas pułapkę, gdyż czegokolwiek byśmy nie napisali, to i tak potwierdzimy słuszność inicjatywy, którą zapoczątkował 50 miesięcy temu. Hejterom pozostaje wyniosłe milczenie.

Nie zamierzam tu wieszać psów na kiepskich notkach, ale też nie będę wam zatruwał życia elaboratami – bardzo w stylu minionego ustroju – „o żywotnych potrzebach i zadaniach jakie stoją przed publicystyką”. Szczerze mówiąc, dowodzenie przydatności notek, komentarzy, wpisów jest w moich oczach zadaniem nie mającym zbyt wiele sensu. Nie ważne czy nasze blogi są przydatne – ważne, że są.

Wiecie, człowiek jest istotą społeczną, a wszelka społeczność tworzy się dzięki komunikacji, czyli po prostu – gadaniu. A internetowa publicystyka jest właśnie taką gadaniną; świetnym środkiem wyrazu, który czasem potrafi wzniecić jakąś gorącą dyskusję. I to całe gadanie, te pozornie puste paplaniny tworzą właśnie naszą erpegowa wspólnotę. To jest ważniejsze niż legendarna „zawartość merytoryczna”.

Tak jest chyba z każdym hobby – po pewnym czasie ludzie, zamiast skupiać się na przedmiocie swoich zainteresowań, zaczynają po prostu gadać. Tak tworzą się więzi społeczne, relacje umożliwiające wymianę informacji i współpracę. I o to chodzi.

Publicystykę epregową cenię sobie po prostu jako zajmującą gadaninę, pod warunkiem jednak że jest napisana jak rasowa publicystyka – potoczyście, porywająco, a i też ostro, z pazurem. Nie muszę stawać się dzięki niej mądrzejszy, liczy się sama przyjemność obcowania z cudzymi przemyśleniami. Może być słodko, może być melancholijnie, może być zadzierzyście – byleby było ciekawie. Tak na marginesie – warunkiem niezbędnym do osiągnięcia takiego efektu jest nieobecność nadzorcy, który tłumi swobodę dyskusji. A już szczególnie irytujący są moderatorzy zwalczający nieprawomyślne, ideologicznie im wrogie trolle. Wiem, wiem, wymiana poglądów często przekształca się w pyskówkę, ale jest to niezbędna cena, zresztą z pyskówek można się czasem dowiedzieć czegoś ciekawego.

Publicystyka w blogosferze zapewnia wolność dyskusji i dlatego jest tak cholernie ciekawa (nawet jeśli czasem wydaje się błaha). Dlatego też życzę sobie i Wam kolejnych pięćdziesięciu, a może i stu edycji karnawału! Najlepszego!

Gorath